Odbudowana kamienica. Odnaleziony obraz. Odtworzony fresk. Zdigitalizowana taśma filmowa. Zakonserwowana lub zrekonstruowana rzeźba. Odzyskany starodruk. Spisanie i opisanie tego co utracone albo ocalone w trakcie wojny jest zadaniem, które nigdy się nie skończy. Przed II wojną światowa nie istniał jeden wielki spis wszystkich dóbr kultury, który byłby punktem wyjścia do oceny tego co wojna nam odebrała. Ważne kolekcje państwowe i prywatne miały swoje katalogi i opracowania, ale jak zliczyć dziesiątki drobnych przedmiotów, które zaginęły w wojennej zawierusze nie raz wraz z ich właścicielami?

Opowiadanie o dziedzictwie materialnym jest łatwiejsze, bo naturalnie przywodzi obrazy i skojarzenia. Jest uchwytne liczbowo i jakościowo. Dziedzictwa, które przetrwało w pamięci, słowie mówionym, w działaniu, energii twórców nie da się opisać w exelowskiej tabelce. A właśnie dzięki pamięci i energii ludzi przetrwało najwięcej tego, co definiuje nas jako wspólnotę. W skromnej, nielegalnej grożącej śmiercią twórczości artystycznej w warunkach piekła obozów  koncentracyjnych możemy dostrzec niezwykły akt odwagi. Polskie słowa, utwory, obyczaje były otuchą podczas pobytu zesłanych na Sybir. W końcu małe i wielkie dzieła od kolaży po wystawiane sztuki teatralne stanowiły obok sportu i religii terapię dla osadzonych w obozach jenieckich. I w końcu praca u podstaw, że przywołam tu przetrwanie kultury dzięki tysiącom nauczycieli, którzy z narażeniem życia przekazywali wiedzę na tajnych kompletach. Ani niemieckim, ani sowieckim okupantom nie udało się wymazać polskiej kultury – choć zrobili wiele, aby tego dokonać.

Po wojnie wszelka działalność artystyczna wybuchła ze zdwojoną siłą. Na gruzach, bez murów i pieniędzy, ale z niespotykaną energią zawiązywały się trupy teatralne, odtwarzano instytucje. W barakach, stodołach zbierała się publiczność w liczbie, której nie zaakceptowałby dziś żaden inspektor BHP.

Muzeum II Wojny Światowej znajduje się w Gdańsku. Mieście, którego historyczne centrum wojna zmiotła z powierzchni ziemi. W warunkach ruiny gospodarczej i katastrofy humanitarnej podjęto jednak decyzję, aby odbudować je w historycznej aranżacji. A przecież zarówno przyjezdni jak i nieliczni dawni Gdańszczanie nie mieli dachów nad głową. Można było taniej, szybciej, wzorem wielu innych europejskich miast po prostu budować rzędy bloków. Nie wchodząc w meandry tamtych decyzji nie można nie zauważyć, że ówcześni urzędnicy, architekci, inżynierowie, rzeźbiarze, malarze są bohaterami czasu pokoju – przezwyciężyli skutki wojny. I chyba nie ma w tym przypadku, że wielu z spośród nich jak Józefa Wnukowa służyła w Armii Krajowej, zaś jak Marian Pelczar nauczało na tajnych kompletach.   

Współcześnie kultura, a zwłaszcza nowe inwestycje wywołują publiczne debaty. Komentatorzy zadają pytania o hierarchię potrzeb, dopominają się o inwestycje infrastrukturalne, wojskowe, medyczne i społeczne. To zrozumiałe postulaty padają też w kontekście budowy nowego Muzeum Westerplatte. Jestem przekonany, że kultura pamięci buduje odporność społeczną w stopniu nie mniejszym niż szkolenie pierwszej pomocy, nauka obsługi dronów bojowych.

Chciałbym jednak, aby Festiwal Kultury Ocalonej był refleksją nad tym, że dla polskiej kultury w czasie wojny ryzykowano życiem. Chciałbym też, aby Festiwal był żywym pomnikiem dla tych, dzięki którym możemy poznawać to, co ocalone.

 

Zastępca Dyrektora ds. Popularyzacji
Mateusz Jasik